Styl miejski mnie irytuje.
Zawsze kiedy jadę do miasta wiem już, że będzie to trudny dzień. Nie chodzi nawet o spaliny, tłumy, ścisk, zaduch w busie i ilości hałasu graniczące z jakąkolwiek przyzwoitą normą, chociaż i to zdecydowanie psuje mi humor.
Chodzi mi bardziej o styl miejski.
Co to jest, spytacie ? No więc jest to szumnie nazwana moda miejska – limitowana edycja każdego człowieka. Próba ukazania siebie nie tylko jako jednostki kreatywnej i niepowtarzalnej, ale także zblazowanej, jazzy i obytej w aktualnych trendach oraz ogólnej fali społecznej świadomości. Trudne do ogarnięcia, ale łatwe do zauważenia. Chmara chłopaków w kapelusikach, z kozią brodą i w spodniach – rurkach. Każdy taki sam i jednocześnie każdy inny (to bywa ich zdanie). Każdy obnosi się z tym, że jest alternatywny i nie da rady go podrobić a wychodzi na to, że ubierają się w tych samych sklepach i to za ciężkie pieniądze, tylko kolory t-shirtów mają zmienne. Dziewczyny które uważają, iż są oryginalne, bo noszą indiańskie chusty. I ignorują oczywiście fakt, iż modne babeczki około 40iestki noszą takie same, by podpiąć się pod nie…pokazać, że też są oryginalne, chociaż to jest żywcem kopia. I to wiele razy powielona. Zgroza !