Może to śmieszne, ale poszukuję wspólnika do mojej podróży ;)
Precyzyjniej – szukam wspólnika, nie osoby towarzyszącej. Dlaczego ? Ponieważ będzie trzeba dać całkiem spore pieniądze za wyjazd a w związku z tym – znaleźć po drodze dorywczą pracę. Nie będą to więc same wakacje, więc głupio by mi było szukać towarzysza do podróżowania a potem popędzać go np. na plantację ryżu, żebyśmy mieli za co wracać. Ja zaś ze swojej strony nie mam tylu pieniędzy, by pojechać i wrócić wyłącznie na swojej gotówce, którą teraz mam.
Szukam wspólnika, który będzie odznaczał się wysoką kulturą osobistą, odpowiedzialnością, odwagą i kondycją fizyczną. Osoby, która ma dużo czasu, nie boi się ryzyka i nie jest przy tym psychopatyczny (tak – tutaj nawiązuje do mojej ubiegłorocznej współtowarzyszki, którą musiałem zostawić w Nepalu i ratować się ucieczką).
Szukam wspólnika, który nie zawiedzie w połowie drogi i nie zwieje stwierdzając, że tak w ogóle to wolałby spędzić ten czas w pięcogwiazdkowym hotelu. Albo rozpocznie pracę a następnego dnia zwieje.
O jakiej natomiast pracy mówię ? Każdej, którą da się podłapać tymaczasowo w Japonii. Będzie to więc raczej na pewno praca fizyczna. Może w mieście przy dawaniu ulotek, ale w to raczej powątpiewam. Po pierwsze – płacą za to dramatycznie mało a po drugie – wolą kogoś płynnie posługującego się japońskim, żeby odpowiadał na pytania zainteresowanych osób. Łatwiej będzie o pracę na plantacjach. Praca fizyczna nie potrzebuje komunikatywnego języka – co najwyżej angielskiego do negocjacji stawek i umowy. Nie musisz gadać z ryżem, by go zrywać 😉
Inną pracą jest praca w kuchni, ale ja już tak pracowałem i nigdy więcej – nie zniosę ani przez 5 minut znowu tego słonawego zapachu wege sushi ani tym bardziej zdechłej ryby. O innych barach nawet nie mówię – po co naruszać co delikatniejsze żołądki czytaczy.. 😉
Jadę tam pod koniec tego roku, jest więc czas by się zadeklarować. Najlepiej przed końcem września, ale czekam również w październiku. Od listopada zaczynam kompletować ekwipunek.
Aha-bilet dzielę z osobą towarzyszącą. Można to miejsce wykorzystać lub nie, nic się nie stanie. W ogóle cały pomysł na wyjazd wziął się stąd, że wygrałem bilet w jedną stronę +osoba towarzysząca za pół ceny. Za powrót trzeba zapłacić już całość, a mnie ledwie starczyło na tę połowę, dlatego zrezygnowałem. Trzeba będzie kupować na miejscu.
Jeżeli ktoś jest zainteresowany – piszcie lub zadzeońcie.