Precyzyjniej – szukam wspólnika, nie osoby towarzyszącej. Dlaczego ? Ponieważ będzie trzeba dać całkiem spore pieniądze za wyjazd a w związku z tym – znaleźć po drodze dorywczą pracę. Nie będą to więc same wakacje, więc głupio by mi było szukać towarzysza do podróżowania a potem popędzać go np. na plantację ryżu, żebyśmy mieli za co wracać. Ja zaś ze swojej strony nie mam tylu pieniędzy, by pojechać i wrócić wyłącznie na swojej gotówce, którą teraz mam.
Szukam wspólnika, który będzie odznaczał się wysoką kulturą osobistą, odpowiedzialnością, odwagą i kondycją fizyczną. Osoby, która ma dużo czasu, nie boi się ryzyka i nie jest przy tym psychopatyczny (tak – tutaj nawiązuje do mojej ubiegłorocznej współtowarzyszki, którą musiałem zostawić w Nepalu i ratować się ucieczką).
Szukam wspólnika, który nie zawiedzie w połowie drogi i nie zwieje stwierdzając, że tak w ogóle to wolałby spędzić ten czas w pięcogwiazdkowym hotelu. Albo rozpocznie pracę a następnego dnia zwieje.
O jakiej natomiast pracy mówię ? Każdej, którą da się podłapać tymaczasowo w Japonii. Będzie to więc raczej na pewno praca fizyczna. Może w mieście przy dawaniu ulotek, ale w to raczej powątpiewam. Po pierwsze – płacą za to dramatycznie mało a po drugie – wolą kogoś płynnie posługującego się japońskim, żeby odpowiadał na pytania zainteresowanych osób. Łatwiej będzie o pracę na plantacjach. Praca fizyczna nie potrzebuje komunikatywnego języka – co najwyżej angielskiego do negocjacji stawek i umowy. Nie musisz gadać z ryżem, by go zrywać 😉
Inną pracą jest praca w kuchni, ale ja już tak pracowałem i nigdy więcej – nie zniosę ani przez 5 minut znowu tego słonawego zapachu wege sushi ani tym bardziej zdechłej ryby. O innych barach nawet nie mówię – po co naruszać co delikatniejsze żołądki czytaczy.. 😉
Jadę tam pod koniec tego roku, jest więc czas by się zadeklarować. Najlepiej przed końcem września, ale czekam również w październiku. Od listopada zaczynam kompletować ekwipunek.
Aha-bilet dzielę z osobą towarzyszącą. Można to miejsce wykorzystać lub nie, nic się nie stanie. W ogóle cały pomysł na wyjazd wziął się stąd, że wygrałem bilet w jedną stronę +osoba towarzysząca za pół ceny. Za powrót trzeba zapłacić już całość, a mnie ledwie starczyło na tę połowę, dlatego zrezygnowałem. Trzeba będzie kupować na miejscu.
Jeżeli ktoś jest zainteresowany – piszcie lub zadzeońcie.
Precyzyjniej – szukam wspólnika, nie osoby towarzyszącej. Dlaczego ? Ponieważ będzie trzeba dać całkiem spore pieniądze za wyjazd a w związku z tym – znaleźć po drodze dorywczą pracę. Nie będą to więc same wakacje, więc głupio by mi było szukać towarzysza do podróżowania a potem popędzać go np. na plantację ryżu, żebyśmy mieli za co wracać. Ja zaś ze swojej strony nie mam tylu pieniędzy, by pojechać i wrócić wyłącznie na swojej gotówce, którą teraz mam.
Szukam wspólnika, który będzie odznaczał się wysoką kulturą osobistą, odpowiedzialnością, odwagą i kondycją fizyczną. Osoby, która ma dużo czasu, nie boi się ryzyka i nie jest przy tym psychopatyczny (tak – tutaj nawiązuje do mojej ubiegłorocznej współtowarzyszki, którą musiałem zostawić w Nepalu i ratować się ucieczką).
Szukam wspólnika, który nie zawiedzie w połowie drogi i nie zwieje stwierdzając, że tak w ogóle to wolałby spędzić ten czas w pięcogwiazdkowym hotelu. Albo rozpocznie pracę a następnego dnia zwieje.
O jakiej natomiast pracy mówię ? Każdej, którą da się podłapać tymaczasowo w Japonii. Będzie to więc raczej na pewno praca fizyczna. Może w mieście przy dawaniu ulotek, ale w to raczej powątpiewam. Po pierwsze – płacą za to dramatycznie mało a po drugie – wolą kogoś płynnie posługującego się japońskim, żeby odpowiadał na pytania zainteresowanych osób. Łatwiej będzie o pracę na plantacjach. Praca fizyczna nie potrzebuje komunikatywnego języka – co najwyżej angielskiego do negocjacji stawek i umowy. Nie musisz gadać z ryżem, by go zrywać 😉
Inną pracą jest praca w kuchni, ale ja już tak pracowałem i nigdy więcej – nie zniosę ani przez 5 minut znowu tego słonawego zapachu wege sushi ani tym bardziej zdechłej ryby. O innych barach nawet nie mówię – po co naruszać co delikatniejsze żołądki czytaczy.. 😉
Jadę tam pod koniec tego roku, jest więc czas by się zadeklarować. Najlepiej przed końcem września, ale czekam również w październiku. Od listopada zaczynam kompletować ekwipunek.
Aha-bilet dzielę z osobą towarzyszącą. Można to miejsce wykorzystać lub nie, nic się nie stanie. W ogóle cały pomysł na wyjazd wziął się stąd, że wygrałem bilet w jedną stronę +osoba towarzysząca za pół ceny. Za powrót trzeba zapłacić już całość, a mnie ledwie starczyło na tę połowę, dlatego zrezygnowałem. Trzeba będzie kupować na miejscu.
Jeżeli ktoś jest zainteresowany – piszcie lub zadzeońcie.
Tak – to nie żart. Nie chcę jej prowadzić ani dzień dłużej. Sprzedam firmę wręcz z radością. Nie daje mi zysków od długiego czasu. Jak dla mnie – o wiele za długiego.
Od momentu kiedy zdecydowałem się, że sprzedam firmę do realizacji tego zamiaru minęło kilka miesięcy. Nie miałem serca. Niegdyś był to jakby mój dom, idea, pomysł na życie i master plan powrotu do rodzinnych tradycji. Przejąłem firmę dziadka i rozkręciłem ją od nowa.
Początkowo wszystko szło znakomicie – przejmując firmę wziąłem także stałych odbiorców. Nie pomyślałem jednak nad tym, iż są oni w wieku emerytalnym, co źle wróży w przyszłości. Ni nad tym, że nowych wcale wielu nie przybywa, co także może nie być dobre…
Wtedy jednak miałem naprawdę dobre pieniądze. Powiększyłem zakład, zatrudniłem więcej ludzi, zaczęliśmy robić nowe rzeczy, wprowadzać polepszenia.
To był pierwszy krok ku końcu, ponieważ starzy odbiorcy posiadali własne gust i woleli, by wszystko zostało po dawnemu. Nowe produkty im się nie spodobały. Straciłem wielu odbiorców a nie chciałem powracać do starych metod bo to by znaczyło krok do tyłu. Klienci w moim wieku chętnie brali ode mnie całe palety, ale powiedzmy sobie prawdę – ich było znacznie mniej. Mam w nich do dnia dzisiejszego zaufanych klientów, ale wszyscy emeryci przeszli do konkurencji która, jakby na to nie patrzeć, jest przestarzała i nikt poza nimi nie zamierza u niej kupować.
U mnie niestety – także, ponieważ wszyscy możliwi odbiorcy są już podebrani. Ja mam młodych – konkurencja starszych. Starszych było więcej, dlatego moja firma powoli upada, a ja nie chcę na to patrzeć bezczynnie.
Sprzedam firmę osobie, która mnie do siebie przekona i której będzie można zaufać. Chciałbym kogoś kreatywnego i z dużym doświadczeniem, kto wiedziałby jak nie zaniżać jakości a jednocześnie przechwycić z powrotem poprzednich odbiorców. Ja tego nie umiem. Nie oddam jej żadnej młodziutkiej i niedoświadczonej osobie zaraz po studiach. Nie po to włożyłem w nią tyle czasu i wysiłku, żeby całkowicie splajtowała w przeciągu miesiąca po oddaniu !
Chciałbym dodać, że cena nie jest porażająca. Nie zależy mi na zysku, tylko pozostawieniu miejsc pracy i opinii. Może brzmi to dość dziwnie, ale jestem jednak staroświecki. Nie przejąłem takiego materializmu, jaki teraz wszędzie panuje – są poza nim jeszcze inne, lepsze wartości.
Naprawdę. Niektórzy od razu mają jakiś pomysł na biznes, jakby się z nim urodzili. Ja nie potrafię niczego wymyślić. W różnych poradnikach podają mnóstwo rad, jak do niego dotrzeć : przebadać rynek, podążyć za własną pasją i marzeniami, wykorzystać zasoby otoczenia…
Tia, pięknie, tylko ja nie umiem przebadać rynku, brak mi pasji i zainteresowań a na mojej wiosce jedyne co się rzuca w oczy, to masowy alkoholizm 😉 Najłatwiej byłoby założyć spożywczy z dużym wyborem alkoholi, ale po pierwsze – jeden już stoi a po drugie nie ma powodu. Król jest jeden i nazywa się “Łzy sołtysa”. Nie ma sensu sprowadzać czegokolwiek innego, bo na nic innego nikogo tutaj nie będzie stać.
Pomysł na biznes rodzi się też podobno w wyniku potrzeb jednostki lub osób ją otaczających. Moją jedyną potrzebą jest natychmiastowa przeprowadzka do większej miejscowości, najlepiej miasta. Nie posiadam na to jednak pieniędzy. Dałby mi je własny biznes, ale na posiadam pomysłu i tak kółko się zamyka.
Nie jestem półgłówkiem, po prostu nie mam kreatywnych pomysłów. Pomysł na biznes nie przychodzi u mnie ot tak, na skinięcie palcem. Ale,ale- skąd mi w ogóle przyszło do głowy, by zakładać coś swojego ?
Jak już wspominałem – chciałbym się przenieść do miasta, lecz do tego potrzeba jakichkolwiek pieniędzy. Chociażby na wynajem mieszkania przez pierwsze 6 miesięcy. Ja obecnie opłacam utrzymanie domu, nie mam gotówki do odkładania a z samego zasiłku nie da rady. Gdybym teraz sobie dorobił, mógłbym wynająć jakąś kawalerkę albo pokój przy rodzinie, znaleźć pracę w mieście i w końcu przestać egzystować w tej podłej dziurze.
Mam jeszcze pomysł, żeby pomyśleć o czymś, co da się założyć przez Internet. Ten trafem tutaj podciągnięto, przez co wiem co się dzieje w świecie. Na to jednak też brakuje mi pomysłów.
Jeśli coś przychodzi Wam do głowy – poradźcie. Ja jestem w stanie pociągnąć każdy biznes. Prędko się uczę, jestem też bardzo odpowiedzialny. Muszę tylko wiedzieć,do czego się zabrać. Zaraz się wszystkiego wyuczę i to poprowadzę 🙂 Znam też kilka języków obcych…dużo czasu to coś, dzięki czemu mogłem się ich wyuczyć 😉 Nie mam jednak certyfikatu z żadnego, ponieważ to wymaga kasy na podejście do egzaminów, a mi starczyło tylko na zakup książek a potem – naukę przez Internet.
Jak już mówiłem – będę wdzięczny za jakąkolwiek pomoc lub propozycję. Co można rozkręcić w necie lub zapadłej dziurze ?
Jeżeli zastanawiałeś się, jak przedstawiają się nieruchomości komercyjne – tutaj znajdziesz odpowiedź. Nieruchomości komercyjne zawsze prezentują się znacznie lepiej, niż te same nieruchomości nie-komercyjne. Ich grzymsy zawsze są pięknie wykończone, malowanie nowe i w ciepłych kolorach, balkony wykończone zdobieniami. Najczęściej znajdziesz je na osiedlach pilnowanych, gdzie nie będziesz się bał przychodzić w nocy, nie zobaczysz tu meneli w bramach ani murów pomalowanych sprejami. Okradzenie takiej nieruchomości nie jest łatwą rzeczą nie tylko dlatego, że ktoś jej strzeże, ale także przez okna i drzwi antywłamaniowe, które są razem z nią sprzedawane.
Wykończenie wnętrz takich nieruchomości również jest godne podziwu. Jeżeli drewno, to wyłącznie najlepszej jakości lub przynajmniej z lepszej półki. Najczęściej są to polakierowane panele. Jeśli umeblowanie – to we współczesnym, dobrym stylu. Grzanie ? Tylko centralne. Niekiedy jest dodatkowo kominek, ale on ma znaczenie bardziej dekoracyjne i dla efektu, niż prawdziwego ogrzewania. Często nie pali się tam nawet prawdziwy ogień a jedynie sztuczny płomyk. Zaletą tego jest fakt, że nie gaśnie, chyba że sami go wyłączymy i nie potrzeba prawdziwego drewna.
Podpiwniczenia i garaże są od razu w standardzie, nie trzeba niczego dodatkowo wynajmować. Na strychu znajdują się często suszarnie, ponieważ nierzadko są tam okna dachowe, przez które wlatuje zarówno przyjemny wiatr i robi się przeciąg, jak również pomieszczenie to prędzej się ogrzewa. Nie ma lepszych warunków do suszenia prania ! Ponad to można się spodziewać mnóstwa dodatkowych udogodnień. Odpłatnych, ale wiele osób chętnie z nich skorzysta, jak na przykład przywożenie gazet czy odbieranie poczty pod naszą nieobecność.
Nieruchomości komercyjne mogą się również pochwalić najszybszymi łączami internetowymi, które są dostoswane zarówno do używania przez rodziny, jak i małe firmy które potrzebują naprawdę czegoś szybkiego i nie nawalającego. Brak dostawy internetu zdarza się tu bardzo rzadko i najczęściej jest wywołane jakimiś mocno niekorzystnymi warunkami pogodowymi (np.zalaniem studzienek), a nie z winy dostawcy.
Jeśli więc szukasz nowego mieszkania – powinieneś na początku sprawdzić ten rodzaj nieruchomości, nim zaczniesz przemierzać typowe osiedla.
Jeżeli zastanawiałeś się, jak przedstawiają się nieruchomości komercyjne – tutaj znajdziesz odpowiedź. Nieruchomości komercyjne zawsze prezentują się znacznie lepiej, niż te same nieruchomości nie-komercyjne. Ich grzymsy zawsze są pięknie wykończone, malowanie nowe i w ciepłych kolorach, balkony wykończone zdobieniami. Najczęściej znajdziesz je na osiedlach pilnowanych, gdzie nie będziesz się bał przychodzić w nocy, nie zobaczysz tu meneli w bramach ani murów pomalowanych sprejami. Okradzenie takiej nieruchomości nie jest łatwą rzeczą nie tylko dlatego, że ktoś jej strzeże, ale także przez okna i drzwi antywłamaniowe, które są razem z nią sprzedawane.
Wykończenie wnętrz takich nieruchomości również jest godne podziwu. Jeżeli drewno, to wyłącznie najlepszej jakości lub przynajmniej z lepszej półki. Najczęściej są to polakierowane panele. Jeśli umeblowanie – to we współczesnym, dobrym stylu. Grzanie ? Tylko centralne. Niekiedy jest dodatkowo kominek, ale on ma znaczenie bardziej dekoracyjne i dla efektu, niż prawdziwego ogrzewania. Często nie pali się tam nawet prawdziwy ogień a jedynie sztuczny płomyk. Zaletą tego jest fakt, że nie gaśnie, chyba że sami go wyłączymy i nie potrzeba prawdziwego drewna.
Podpiwniczenia i garaże są od razu w standardzie, nie trzeba niczego dodatkowo wynajmować. Na strychu znajdują się często suszarnie, ponieważ nierzadko są tam okna dachowe, przez które wlatuje zarówno przyjemny wiatr i robi się przeciąg, jak również pomieszczenie to prędzej się ogrzewa. Nie ma lepszych warunków do suszenia prania ! Ponad to można się spodziewać mnóstwa dodatkowych udogodnień. Odpłatnych, ale wiele osób chętnie z nich skorzysta, jak na przykład przywożenie gazet czy odbieranie poczty pod naszą nieobecność.
Nieruchomości komercyjne mogą się również pochwalić najszybszymi łączami internetowymi, które są dostoswane zarówno do używania przez rodziny, jak i małe firmy które potrzebują naprawdę czegoś szybkiego i nie nawalającego. Brak dostawy internetu zdarza się tu bardzo rzadko i najczęściej jest wywołane jakimiś mocno niekorzystnymi warunkami pogodowymi (np.zalaniem studzienek), a nie z winy dostawcy.
Jeśli więc szukasz nowego mieszkania – powinieneś na początku sprawdzić ten rodzaj nieruchomości, nim zaczniesz przemierzać typowe osiedla.
O tym, iż wystawił swój biznes na sprzedaż dowiedziałem się dopiero wczoraj przy kolacji. Przyznam, iż mnie to zdziwiło. Byłem przekonany, że będzie go miał do końca swoich dni – przejął go koniec końców po swoim ojcu a moim dziadku, a ja nie byłem zainteresowany kolejnym przejęciem w myśl tradycji rodzinnej. Często mówił, że w takim razie on nie wie czy jest sens dalej rozwijać firmę, lecz spodziewałem się, że mówi tu dokładnie o rozwoju firmy, pakowaniu pieniędzy w coś, co może nie mieć niedługo dyrektora, bo ojcu zdorwie nie dopisywało, a ja jestem jedynakiem. Nie ma też zaufanych znajomych których mógłby mianować na dyrektora firmy. Nie ma też przyjaciół,którzy mieliby ochotę na taki zasczyt.
Wczoraj jednak stało się – biznes na sprzedaż i już. On stwierdził, że nie ma już zdrowia do targowania się o niższe stawki w hurtowniach, nie chce mu się również użerać z urzędami ani walczyć o rynek, gdzie jest pełno konkurencji – zwłaszcza z Tajlandii. Z chińszczyzną zresztą walczył już długi czas . Naturalnie – bezskutecznie. Miał wielu klientów, którzy nadal wolą coś zrobione profesjonalnie od śmiecia, ale rynek nabywców się nie powiększał. Teraz większość ludzi przedkłada jednakże cenę nad jakość, a ojciec nie mógł już bardziej zaniżyć ceny, bo byłby bardzo stratny. Już w tym momencie jego zyski nie są tak duże, jak dekadę temu, a co dopiero, jakby jeszcze bardziej zaniżył ceny.
Widziałem już w cotygodniowej gazecie ogłoszenie, że “biznes na sprzedaż..” i tak dalej. Chyba dopiero wtedy tak naprawdę uwierzyłem, że on to zamierza uczynić. Przyznam, że trochę mnie to martwi. Tata ma naturę furiata – pracusia. Nie widzę go w domowych pieleszach przed telewizorem. Co on zamierza robić bez pracy ? Wnuków nie posiada i jeszcze długo mieć nie będzie, z matką się dogadują, ale ile wytrzyma wyłącznie z mamą ? Wszyscy jego kumple i przyjaciele nadal pracują i nie będą jeszcze przez chwilę mieli dla niego czasu… Tak myślę, że w domu zapanuje niezły sajgon z jego aktywnością (którą nota bene odziedziczyłem z nawiązką). Będziemy musieli znosić nowe remonty i poprawki, naprawianie i udoskonalenia. Tak było, gdy raz zachorował i miał zostać w mieszkaniu. Oczywiście wytrzymał w łóżku kilka godzin i poleciał coś naprawiać 😉 Teraz na bank będzie tak samo, oj na pewno…
O tym, iż wystawił swój biznes na sprzedaż dowiedziałem się dopiero wczoraj przy kolacji. Przyznam, iż mnie to zdziwiło. Byłem przekonany, że będzie go miał do końca swoich dni – przejął go koniec końców po swoim ojcu a moim dziadku, a ja nie byłem zainteresowany kolejnym przejęciem w myśl tradycji rodzinnej. Często mówił, że w takim razie on nie wie czy jest sens dalej rozwijać firmę, lecz spodziewałem się, że mówi tu dokładnie o rozwoju firmy, pakowaniu pieniędzy w coś, co może nie mieć niedługo dyrektora, bo ojcu zdorwie nie dopisywało, a ja jestem jedynakiem. Nie ma też zaufanych znajomych których mógłby mianować na dyrektora firmy. Nie ma też przyjaciół,którzy mieliby ochotę na taki zasczyt.
Wczoraj jednak stało się – biznes na sprzedaż i już. On stwierdził, że nie ma już zdrowia do targowania się o niższe stawki w hurtowniach, nie chce mu się również użerać z urzędami ani walczyć o rynek, gdzie jest pełno konkurencji – zwłaszcza z Tajlandii. Z chińszczyzną zresztą walczył już długi czas . Naturalnie – bezskutecznie. Miał wielu klientów, którzy nadal wolą coś zrobione profesjonalnie od śmiecia, ale rynek nabywców się nie powiększał. Teraz większość ludzi przedkłada jednakże cenę nad jakość, a ojciec nie mógł już bardziej zaniżyć ceny, bo byłby bardzo stratny. Już w tym momencie jego zyski nie są tak duże, jak dekadę temu, a co dopiero, jakby jeszcze bardziej zaniżył ceny.
Widziałem już w cotygodniowej gazecie ogłoszenie, że “biznes na sprzedaż..” i tak dalej. Chyba dopiero wtedy tak naprawdę uwierzyłem, że on to zamierza uczynić. Przyznam, że trochę mnie to martwi. Tata ma naturę furiata – pracusia. Nie widzę go w domowych pieleszach przed telewizorem. Co on zamierza robić bez pracy ? Wnuków nie posiada i jeszcze długo mieć nie będzie, z matką się dogadują, ale ile wytrzyma wyłącznie z mamą ? Wszyscy jego kumple i przyjaciele nadal pracują i nie będą jeszcze przez chwilę mieli dla niego czasu… Tak myślę, że w domu zapanuje niezły sajgon z jego aktywnością (którą nota bene odziedziczyłem z nawiązką). Będziemy musieli znosić nowe remonty i poprawki, naprawianie i udoskonalenia. Tak było, gdy raz zachorował i miał zostać w mieszkaniu. Oczywiście wytrzymał w łóżku kilka godzin i poleciał coś naprawiać 😉 Teraz na bank będzie tak samo, oj na pewno…
Obecnie mamy naprawdę spory rynek nieruchomości. “Floryda”, jako spółka zajmująca się ich sprzedażą i wynajmem ma na nim naprawdę spore, bo blisko 20 letnie doświadczenie sięgające jeszcze okresów, gdy kupowanie mieszkania było luksusem a nie, jak teraz, koniecznością dostępną jednak niemalże każdemu.
Podczas tej długiej historii firma ta nie zawiodła nigdy swoich klientów. Mieszkania przez nich sprzedawane były zawsze warte swej ceny, najczęściej wysokiej jakości oraz nowoczesne na tyle, na ile zezwalały kolejne lata działalności. Były to najczęściej nowe osiedla w dużych polskich miastach, spółka ta ma bowiem swoje oddziały w prawie całej Polsce. Przenigdy nie słyszałem o tym, aby sprzedała jakieś lewe czy niedokończone nieruchomości. “Floryda” kojarzyła mi się zawsze z solidnością i pewnością. Poza tym bardzo lubiłem pracujące tam osoby – gdy oprowadzały po tych wszystkich mieszkaniach potrafiły wymienić nie tylko ich widoczne gołym okiem zalety, ale również zwrócić uwagę na te, które mogą, lecz nie muszą, być kłopotliwe dla potencjalnych kupców. Dzięki temu dorabiali się kolejnych klientów, szczerość bowiem u nich procentuje – każde mieszkanie, które dla kogoś ma zbyt wiele minusów dla innego okazuje się być tym, o którym śnił.
Ciekawostką jest pochodzenie tej spółki od nieruchomości. “Floryda” jest bowiem dość niezwykłą nazwą jak na developera. Wywodzi się jednakże z pierwszych sprzedawanych mieszkań, które znajdowały się właśnie na Florydzie. Wielu Polaków wyjechało tam, gdy tylko mogli i szukali mieszkań. Przez nieznajomość języka i kruczków prawnych nie było to takie proste, więc zaraz powstała spółka, która im w tym wszystkim pomagała. Wiele osób nadal kojarzy ją jako spółkę, która wyszukiwała mieszkań za granicą i dzwonią do nich, kiedy jadą do Anglii czy Irlandii. Nie działa to jednakże w ten sposób, a i z tej Florydy firma usunęła się blisko 5 lat temu, gdy zainteresowanie wyjazdami w tamte strony nagle spadło. Nie mają teraz praktycznie dla kogo poszukiwać, choć jeśli pojawi się jakiś zdeterminowany klient, to obdzwaniają stare kontakty J
Mogę ręczyć za szefa tej spółki – jest naprawdę konkretnym biznesmenem, uczciwym i kochającym dokładność, dzięki czemu nie ma szansy na to, że o czymś poinformują nas już po zakupie lub nagle pojawią się jakieś niedopracowane formalności.
Firmy na sprzedaż to jak dla mnie zawsze jedna wielka żenada. Jak można oddać własną firmę jakiemuś człowiekowi ? To po co było poświęcać tyle czasu, kasy i wysiłku w coś, co postanowiliśmy sprzedać z mniejszym lub większym zyskiem ? Firmę zakłada i prowadzi się po to, by mieć zyski i nowe wyzwania, a nie po to, by doprowadzać ją do upadku i potem odsprzedawać. Chciałoby się wręcz powiedzieć – to po co otwierałeś firmę, skoro teraz postanowiłeś ją oddać ?
Mnóstwo osób ma problemy w pracy, ale to nie powód, by z miejsca je sprzedawać. Podejmują akcje ratujące, robią co mogą,szukają wspólników, dodatkowych źródeł zysku. Osoby, które nie umieją utrzymać własnej spółki nie powinny wcale się za nie brać. Firmy na sprzedaż oglądam na co dzień w branżowej prasie i za każdym razem się zastanawiam – co doprowadziło właściciela do takiej ostateczności ? Przecież z godnością można się poddać i ogłosić upadłość. Pokazać, że zrobiło się co mogło, ale statek poszedł na dno. Oddawanie firmy to jak jej zdradzanie, oddanie w obce ręce całego swojego dorobku, nierzadko również marzeń i celu życia. Oddaje się komuś cały swój poświęcony czas, patenty, pomysły, tygodnie przesiedziane nad tym wszystkim…
Firmy na sprzedaż posiadają więc w sobie coś smutnego. Ilekroć widzę takie ogłoszenia, tyle razy doceniam to, jak dobrze prowadzona jest moja firma. Jak widzę porządek w papierach od razu ogarnia mnie święty spokój pogłębiany przez wciąż napływające zamówienia jak również zdolną kadrę, którą ja, jako szef, trzymam w zdrowych ryzach. Są to ludzie nauczeni lojalności wobec firmy dzięki ciągłemu podnoszeniu ich kwalifikacji jak i motywowaniu do pracy poprzez nagradzanie – rzadziej karanie. Ich nowatorskie pomysły zawsze znajdą u mnie zainteresowanie, bo bez wprowadzania innowacyjnych rozwiązań firma stoi. Nie wszystkie są naturalnie do przyjęcia, niemniej większość z nich przechodzi. Jak już wspominałem – posiadam naprawdę zdolną kadrę rekrutowaną wśród najlepszych z najlepszych.
Jeśli kiedykolwiek splajtuje – na bank nie dam swojego biznesu na sprzedaż. Będę próbował utrzymać go do samego końca a jeżeli nic z tego nie wyjdzie -z godnością ogłoszę upadłość i zezwolę sobie przejść na zasłużoną emeryturę. A jeżeli uda mi się do niej mieć firmę ? Postaram się ją oddać w zaufane ręce, a nie zupełnie obcej osobie.